środa, 2 października 2013

Karate

Emblemat Kyokushinkai, źródło: wikipedia.pl
Łukaszynka od kilku tygodni chodzi na zajęcia karate. Jest to chyba najfajniejsza odskocznia od codziennej szkolno-przedszkolnej monotonii.

Trafiła nam się fajna, mała grupka, fajny Mistrz (właściwie Sensei), a przede wszystkim Łukasz chciał chodzić na karate już od miesięcy.

W przeciwieństwie jednak do większości początkujących karateków marzeniem Łukaszynki nie jest wcale czarny pas z jak największą ilością danów, tylko .... niebieski - w Łukasza ulubionym kolorze. Najlepiej z naszywką "z chińską bramą".
Niech tam inni biją się o stopnie mistrzowskie. Łukasz chętnie poprzestanie na etapie "treningu wody".

Z karate wiąże się już kilka gagów w stylu, do którego Łukaszynka nas przyzwyczaił.

Idąc na trening Łukasz pyta:
 "Tato! A jak już nauczę się karate, to zostanę Zielonym Ninją?" (Zielonym pewnie dlatego, że Niebieskich nie ma w Ninjago - przyp. red.)




Po treningu:
- Łukasz, fajnie było?
- Fajnie!
- A co robiliście?
- Mistrz strasznie nas męczył.
- To ciekawe. A jak was męczył?
- No wiesz.... KARATE!!!

PS: Rodzicom wahającym się nad wyborem zajęć sportowych dla swoich pociech, karate polecamy z czystym sumieniem. Ćwiczenia urozmaicone, ogólnorozwojowe, z dużym naciskiem m.in. na korekcję wad postawy, a co najważniejsze - zajęcia są atrakcyjne dla dzieci. Nie tylko dla chłopców.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz